Banerek RZ
Paypal
Blogogolny
Baner Burek
Baner Idz
Baner Podatek
Banerek Dlaschroniska
Banerek Wolsztyn
Baner Sms
Fanimanimaly
Banerek Schrondg

Badzia

Zaczął się już Nowy Rok, a Moja ( nazwałam ją Moja, bo ciągle mówi Moja Badzia- skoro ja to Badzia, to w takim razie ona to Moja) ciągle nie mogła się zabrać do napisania do Was, co u mnie słychać. Postanowiłam więc wziąć sprawy w swoje łapy i sama napisać, bo to już ponad 7 miesięcy, jak się z Wami pożegnałam ( prawdę mówiąc nie pożegnałam się, bo myślałam, że idę na zwykły spacer, tak jak przez ostatnie 4 lata mieszkania w schronisku) Zabrała mnie Moja wraz z dwiema jeszcze dwunożnymi. Cały czas myślałam, że to jakieś nowe wolontariuszki i trochę się dziwiłam, że nie zabrałyśmy jeszcze mojego kumpla Żelka. Wszyscy mówili, że teraz to mi dobrze będzie. Jakie dobrze? Było okropnie. Najpierw miałam wejść do jakiegoś wielkiego bloku. Zrobiłam awanturę ( tzn położyłam się na ziemi i nie chciałam iść), że tam nie chcę. Jak już się trochę wciągnęłam tam, zjadając po drodze parówki, to znowu pojawiły się jakieś straszne schody. Na nich też leżały parówki, ale były tak straszne ( schody, nie parówki), że nawet nie chciałam spojrzeć. Trochę nam zeszło na tych schodach i jak już myślałam, że to koniec cierpień, to trzeba było wejść do jakiejś klatki, co ją Moja windą nazywała. Tam też były parówki, ale już miałam dosyć. Jak wybiegłam z tej windy i otworzyły się jakieś drzwi, to w końcu mogłam sobie siknąć i jeszcze ... o sorry, nie godzi się o tym pisać. Jak już wlazłam do tego nowego kojca, to nie chciałam nigdzie wychodzić. Moja jednak upierała się, że mam iść, że niby siku zrobić, ale nie chciałam... bo wiecie.... znowu winda, schody i drzwi. Myślałam, że ją przekonam, że nie muszę chodzić nigdzie i spokojnie mogę sobie w pokoju zrobić, co trzeba ( dowiedziałam się, że to pokój, a nie kojec). Ona jednak uparta była i strasznie długo ze mną chodziła na te spacery i jak już nie mogłam wytrzymać i sobie tam coś zrobiłam, to chwaliła mnie, aż wszystkie psy i koty w okolicy to słyszały i jeszcze dawała dużo chrupków przy tym. W pokoju nic nie mówiła, tylko moczyła jakiegoś kija w wodzie i smarowała nim po moich dziełach. Śmierdziało potem w całym pokoju, ponoć jakąś łąką, ale ktoś chyba na łące prawdziwej nie był - ja wiem, że tam pachnie inaczej. Generalnie stwierdziłam, że bardziej opłaca mi się wychodzić na te spacery i nawet zaczęłam lubić windę ( schody nadal nie).
Moja chodzi ze mną na te spacery 3 razy dziennie, ale sama wychodzi częściej. Zawsze rano na dłuuuuugo i czasami na mniej dłuuuuugo. Ma specjalne buty jak idzie ze mną i inne, jak idzie beze mnie. Już umiem je rozpoznawać i oczywiście wolę te ze mną, ale czasami nawet cieszę się, jak zakłada te beze mnie. Mogę wtedy sobie spokojnie spać i odpoczywać, nie muszę jej ciagle obserwować i chodzić wszędzie za nią. Chodziłyśmy do szkoły i to było fajne, bo dostawałam wtedy dużo chrupków. Ale potem musiałam bardzo dużo ( i bardzo szybko) wychodzić na spacery. Moja zawiozła mnie do doktorów i zabrali mi tam krew do badania. To zabieranie nie było fajne, płakałam trochę i się bałam. Moja na początku też się bała i mówiła, że leje albo mleje ( nie pamietam) jak się zabiera krew i wyszła. To płakałam jeszcze głośniej. Ale następnym razem poszła ze mną i już nie płakałam, bo mi dawała chrupki ( jakaś biała się zrobiła, ale chrupek nie przestawała dawać) Doktory powiedziały, że mam chorą czustkę i nie mogę jeść parówek. Olaboga... jak żyć?
Na szczęście dostaję dodatkowe chrupki na spacerach jak zrobię siad, dam łapę, idę przy nodze, zostanę, przybiegnę, nie patrzę na psa, kota czy ominę drzewo. Ostatnio Moja często mówi mi "zostaw". Nie wiem, po co trzeba się tego uczyć, bo to moim zdaniem zupełnie niepotrzebne jest. No, ale jak zostawię 1 chrupkę i w zamian dostanę 3, to i tak się opłaca. Mogę już nawet zostawić jabłko, papierek, folię po parówce, ale przy chlebku czy bułce, to jest zupełnie niewykonalne. Generalnie ja bardzo lubię polować na różne smakołyki na dworze ( Moja mówi, że to śmieci), polowałam też na takie duże zwierzę w lesie, ale po tym, jak mi się Moja zgubiła w lesie po tych polowaniach, to już trzymam ją na takiej długiej lince, żeby się znowu nie zgubiła, jak wywącham coś ciekawego. Kiedyś też polowałyśmy na kota - ja biegałam między autami, Moja też biegała i chyba mi kibicowała, bo krzyczała: Badzia, Badzia, ale niestety z niej taka gapa, że zamiast złapać kota, to złapała mnie.
W domu mam swoje wyrko i klatkę ( do której się czasem chowam, jak się czegoś boję, np wystrzałów, albo burzy) Mam zabawki, ale nie wiem do czego one są - jedynie o misiu wiem, ze jest do gryzienia. Moja chce, żebym wchodziła na kanapę i się przytulała, ale co to ja jestem jakiś człowiek, żeby leżeć na kanapie, albo jakaś zabawka do przytulania? Nie wchodzę i koniec! A przytulać to się może kiedyś będę - pomyślę o tym (bo nawet trochę chcę, ale trochę nie)
Generalnie jestem grzeczna, nie hałasuję, nie niszczę niczego, czekam aż Moja sobie coś zje, bez zaglądania do jej miski, pozwalam jej zaglądać do mojej miski, nie kłócę się z innymi psami na spacerach i lubię gości oraz siedzę spokojnie w aucie jak jedziemy na wycieczki.
Już mi teraz dobrze w domu z Moją ( jej chyba też, bo powiedziała mi wczoraj jak tak bardzo się bałam wystrzałów, że mnie lubi bardzo i byłam najfajniejszym prezentem  jaki sobie sprawiła w tym starym roku )
Pozdrawiam wszystkich psierdecznie i życzę najpsiejnieszego na Nowy Rok.
Badzia

Partnerzy

Fast
Historicon
Wydrukujemy.to
Psipazur
Aleksandra
Walr
Kaczmarekelectric
Bhpex
Taya
Eska
Denley
Tito
Psiaedukacja

Używamy plików cookies m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że zgadzasz się na umieszczenie ich w Twoim urządzeniu końcowym. Więcej informacji na temat cookies Informacje o cookies.Nie pokazuj więcej